| |
W piątkowy ranek wjeżdżamy na dworzec w Nowym Targu.
Wyszli po nas Ela, Jaśko i Wojtek. Pogoda nieciekawa, pada deszcz, niebo
zaciągnięte chmurami. Nie dopuszczamy myśli, że tak będzie przez cały
weekend. Po ciepłym przywitaniu, jedziemy na kwaterę do Kuby.
Po paru godzinach odpoczynku i obiedzie wyruszamy w drogę. Tym razem
zobaczymy Tatry Słowackie.
W Tatrzańskiej Łomnicy przekraczamy granicę. Przejeżdżamy przez Stary
Smokowiec, Krywań, Poprad.


W okolicy Vysoké Tatry jak okiem sięgnąć widzimy powalone świerki,
„cmentarzysko drzew”. W listopadzie 2004 roku miejsce to dotknął
ekologiczny kataklizm. Wiejący przez kilka godzin wiatr z prędkością
ponad 170 km na godzinę zniszczył największy skarb Słowaków. Las w tym
rejonie zniknął a największe centrum turystyczne naszych sąsiadów
zmieniło się w krajobraz księżycowy. Nie tak dawno był to ich
najpiękniejszy przyrodniczy obszar kraju. Serca się nam ściskały widząc
drzewa, przeważnie świerki, wywrócone jak kostki domina.

Drzewa rosną powoli. Straty po huraganie oszacowano na około trzy
miliony kubików drewna. Las w Wysokich Tatrach, który zniknął z
powierzchni ziemi, rósł przeszło siedemdziesiąt lat. Po dwudziestu
latach po obsadzeniu będzie nowy las, ale młody i słaby. Dobrze, by
posadzono las mieszany, jest bardziej odporny wobec wiatru. Zadumani
zawracamy do Polski. Wieczór spędzamy w bacówce u Jaśka.
Pieczemy kiełbaski w kominku, pijemy piwo. Mimo, że wychodzi ze
wszystkich zmęczenie humory nam dopisują. Dzwoni do nas Kuba. Żałuje, że
nie jest z nami, ale cieszy się, że wróciliśmy po kolejne spełnianie
marzeń.

Wracamy na kwaterę. Trzeba się wyspać. W sobotę czeka nas kolejny dzień
pełen wrażeń. W planie mamy spływ Dunajcem i jazdę konną.
|
|