|
Niestety, trzeba już wracać do siebie. Żegnamy się z Jaśkiem, Grześkiem,
Witkiem i Władkiem oraz Nowym Targiem. Wojtek jedzie z nami do Krakowa,
odwozi nas na pociąg. W samochodzie rozgadujemy się, latanie wyzwoliło
w nas chęć do rozmowy. Dzwoni Jaśko, ma nowy pomysł na zimę, jazdę
skuterem po śniegu. Wybuchamy śmiechem. Nie zdążyliśmy ochłonąć po
jednych wrażeniach, jak nowe pomysły zaczęły się rodzić. Wjechaliśmy do
Krakowa, dawnej siedziby rodów królewskich. Ech Kraków… muszę tu kiedyś
wrócić, pomyślałam… W duchu też sobie postanawiam nigdy się nie poddawać
i niczym nie załamywać.
Nie lubimy pożegnań, nikt ich raczej nie lubi. Wojtek zostaje na
peronie. A MY, spełnieni Marzyciele wracamy do Radomia i Warszawy.
Myślami jeszcze szybujemy nad ziemią. Tam na górze nie ma krzywych
nóg, laski, wózka, skrzywionego kręgosłupa, żadnych ułomności, podziału
na lepszych, gorszych. Musimy jednak „wylądować” bo wracamy do świata
nietolerancji i brutalnej rzeczywistości. To co przeżyliśmy jest NASZE i
na zawsze pozostanie w naszych sercach.
Agnieszka Mołek
|
|